Nasi kierowcy

Bezpieczna jazda

Bezpieczeństwo na drodze jest naszym priorytetem. Dbamy nie tylko o bezpieczeństwo naszych kierowców, ale i o to, by zapewnić bezpieczeństwo również innym uczestnikom ruchu drogowego. Dlatego nasi eksperci od bezpiecznej jazdy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. 

Każdy chce być pierwszym - na drodze też
Być pierwszym, wyprzedzić wszystkich – to cel przyświecający nam w wielu dziedzinach życia, lecz jakże niełatwy do zrealizowania. Podobnie, a może jeszcze gorzej, jest na drodze. Wyprzedzanie to najtrudniejszy manewr, zwłaszcza wyprzedzanie ciężarówki na drodze dwukierunkowej. Dziś o wyprzedzaniu ciężarówek kilka żelaznych zasad od doświadczonego kierowcy cysterny - pana Zdzisława Dymowskiego, który ma na liczniku miliony kilometrów przejechanych w ciągu 26 lat kariery zawodowej. W OTP pełni funkcję Senior Driver’a , szkoli innych nowo przyjmowanych kandydatów, przeprowadza jazdy kontrolne z kierowcami po wypadkach drogowych. 

Zasada nr 1. Zobacz jak najwięcej
Błąd popełniany przez wielu kierowców to dojeżdżanie zbyt blisko tyłu ciężarówki. Widzą co prawda wtedy doskonale jej numer rejestracyjny, ale nie są w stanie zobaczyć, co się dzieje z przodu. Potem zaczyna się niebezpieczne wychylanie zza zderzaka. Poza tym taki samochód podczas manewru ma taką samą prędkością co wyprzedzany – dlatego manewr trwa bardzo długo, a odcinek pokonywanej drogi znacznie się wydłuża. Moja rada: zachowaj za ciężarówką odpowiednią odległość, która zapewnia dobre pole widzenia do przodu, rozpędź się przed wyprzedzaniem i wyprzedzaj. Rób to dynamicznie, na właściwym niskim biegu, aby jak najkrócej jechać obok ciężarówki , zwłaszcza jeśli taki wyprzedzasz na drodze trzypasmowej z prawej strony. 

Zasada nr 2. Skąd wiesz, że to jeden pojazd
Czasami obserwuję na drodze, że wyprzedzający nie widzi innych pojazdów przed wyprzedzanym samochodem ciężarowym. Wyprzedza, a tu niespodzianka i trzeba uciekać przed jadącym z naprzeciwka, a nie ma dokąd, bo pomiędzy wyprzedzanymi samochodami jest za mało miejsca. Pozostaje rozpaczliwe hamowanie i chowanie się za plecy, albo licząc, że kierowca  cysterny pomoże i ucieknie na nieutwardzone pobocze lub do rowu, wciska się rozpaczliwie pomiędzy. Dla nas to oczywista katastrofa, podczas gdy kierowca osobówki spokojnie jedzie dalej. 

Zasada nr 3. Nie rób tego z prawej
Bo widoczność w prawych lusterkach jest zawsze dużo gorsza. Niewielki samochód osobowy może jechać dłuższy czas z prawej strony ciężarówki praktycznie niewidoczny w martwym polu. Kiedy kierowca ciężarówki zdecyduje się zjechać na skrajnie prawy pas ruchu, okaże się to niemiłym zaskoczeniem dla obydwu stron. Rada: jeśli już musisz robić to z prawej strony, rób to szybko i dynamicznie. Manewr wyprzedzania powinien trwać jak najkrócej. 

Zasada nr 4. Uwaga na „prysznic”
Zagrożenia w czasie deszczu podczas wyprzedzania ciężarówki są dużo większe niż w przypadku osobówki. Każdy z kierowców na własnej masce  poczuł nie raz nieprzyjemną  mgiełkę ciągnąca się ciężarówką. W takich warunkach widoczność wyprzedzającego zmniejsza się niemal do zera i praktycznie manewr wyprzedzania wykonuje w pierwszej fazie w ciemno. Dopiero kiedy jest na wysokości mniej więcej połowy składu zaczyna widzieć drogę i wtedy może pojawić się kolejna niemiła niespodzianka – wyrastający jak z podziemi jadący z naprzeciwka samochód.  Inne zagrożenie to strumienie wody wytryskujące jak fontanny  spod kół ciężarówki, tym większy im głębsze są koleiny. Moja rada: nie wyprzedzaj, a jeśli już musisz, zaczekaj na pełną widoczność. Także kierowca ciężarówki zza takiej wodnej zasłony nie zawsze widzi, że jest wyprzedzany. 

Zasada nr 5. Nie wymuszaj, nie prowokuj
My kierowcy ciężarówek, czyli aut znacznie wolniejszych, często obserwujemy zjawisko, które nazywamy zemstą małego mobila (w żargonie kierowców: samochodu osobowego). Żeby odpłacić się nam za to, że tak długo i wolno musiał za nami jechać, nie mogąc nas wyprzedzić, jak już wyprzedzi - ostro daje po hamulcach. Na myśl mu nawet nie przyjdzie,  co dzieje się z 40-tonowym zestawem przy ostrym hamowaniu. A taki zestaw w ułamku sekundy może złożyć się jak scyzoryk, przewrócić lub staranować prowokatora. Moja rada  - kalkuluj, nie prowokuj.  

Podsumowując: nie ma przymusu wyprzedzania; droga po pewnym czasie zawsze się prostuje, ruch maleje i można wyprzedzić bez zbędnego ryzyka. 

Zdzisław Dymowski
Senior Driver 
OTP S.A.


Kilka słów o pasach bezpieczeństwa i o tym, czy trzeba je zapinać
Jednym z cenniejszych wynalazków w dziedzinie bezpieczeństwa biernego są pasy bezpieczeństwa. Ten ponad pięćdziesięcioletni wynalazek uratował życie pewnie milionom ludzi. Szanse przeżycia wypadku dzięki zapiętym pasom, zwłaszcza gdy dojdzie do dachowania lub uderzenia od przodu – rosną wielokrotnie. Nic więc dziwnego, że we wszystkich krajach należących do Unii Europejskiej zapinanie pasów jest obowiązkowe i żeby ukrócić dywagacje czy „z tyłu” też, czy raczej nie - informuję, iż obowiązek dotyczy  każdego, kto zajmuje miejsce wyposażone w pasy. 
Według badań wykonanych na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Polsce pasy zapina ponad 70 proc osób na przednich siedzeniach i mniej niż 50 proc. siedzących z tyłu. Ci, którzy nie ich zapinają, najczęściej bagatelizują ich znaczenie, nie zawsze rozumiejąc, jakie zadanie spełniają i jak mogą być skuteczne. Dla innych nie zapięte pasy to akt odwagi i manifestacja pewności siebie, bo pasy są dla mięczaków. 

Oto podstawowe informacje na temat używania pasa. Pas aby spełnił swoją rolę w czasie kolizji musi być sprawny technicznie, nie skręcony, odpowiednio napięty. Taśmy pasa powinny leżeć jak najbliżej ciała. Jeśli mamy na sobie grubą kurtkę, płaszcz, marynarkę, powinniśmy je rozpiąć, a pasy poprowadzić jak najbliżej bioder i klatki piersiowej. Odcinek biodrowy pasa powinien jak najniżej opinać biodra, gdy leży na brzuchu, w razie zderzenia może zmiażdżyć organy wewnątrz jamy brzusznej. Górny punkt mocowania należy wyregulować stosownie do wzrostu. Aby pas dobrze zadziałał, osoba nim przypięta powinna zajmować odpowiednią pozycję siedzącą w fotelu. Zbytnie odchylenie oparcia fotela i pozycja półleżąca grozi tzw. nurkowaniem, wyśliźnięciem się spod taśmy pasa i ciężkimi urazami kończyn, miednicy, kręgosłupa. Również pochylenie się  ku desce rozdzielczej, np. podczas sięgania do schowka czy do radia, uniemożliwi skuteczne zadziałanie pasa. 

Przednie pasy bezpieczeństwa są wyposażone w pirotechniczne napinacze, których zadaniem jest, w pierwszej fazie zderzenia, dociągnięcie taśm do ciała. Gdy na osobę chronioną pasami siła działa najintensywniej, w nowoczesnym pasie zaczyna działać regulator napięcia wydłużających nieco pas, ograniczając jego nacisk na klatkę piersiową a co za tym idzie zmniejszając ryzyko uszkodzeń odcinka szyjnego kręgosłupa. W tej fazie uderzenia w sukurs powinna przyjść pasowi poduszka gazowa, w którą miękko zapada się głowa i klatka piersiowa chronionej osoby. 

Słoń na tylnym siedzeniu
Człowiek o wadze  75 kg w momencie zderzenia czołowego przy prędkości 50 km na godz, zostanie ciśnięty ku przeszkodzie z taką siłą jakby ważył 3700 kilogramów. Nie trudno sobie wyobrazić, jakie będą konsekwencje, gdy napotka na drodze przeszkodę – przedni fotel. 
Na wszystkie osoby siedzące w samochodzie działają takie same siły, więc wniosek jest prosty - wszystkie te osoby powinny mieć zapięte pasy. Obalamy więc mit, że pasażerowie na tylnej kanapie są mniej zagrożeni w razie zderzenia czołowego, bo znajdują się dalej od strefy uszkodzeń. Niestety w takim przypadku, mówiąc obrazowo, polecą do przodu z takim samym impetem, jak kierowca i osoba siedząca obok niego. Jeśli ruchu ciała nie powstrzymają zapięte pasy – pasażer z tyłu przełamie oparcie przedniego fotela, miażdżąc siedzącego z przodu i razem mogą wypaść przez przednią szybę. Z tego wniosek, że pasażer z tylnej kanapy lekceważąc obowiązek zapinania pasów, lekceważy nie tylko swoje bezpieczeństwo, ale i osób siedzących z przodu. Będąc kierowcą żądajmy więc zawsze od wszystkich pasażerów, aby zapinali pasy.
Co prawda pasy są najważniejszym elementem systemu bezpieczeństwa biernego w samochodzie, ale to tylko element. Toteż najlepiej działają jeśli zagra cały system. A więc konstrukcja siedzeń, kierownicy, zagłówki, poduszki gazowe przednie,  boczne i kurtyny chroniące głowę, miękkie wyściółki kabiny, strefy kontrolowanego zgniotu, wzmocnienia boczne itp. Ale o tych pozostałych elementach systemu bezpieczeństwa biernego – przy następnej okazji.
Pamiętajmy: charakterystyczne kliknięcie klamry pasa powinno towarzyszyć każdemu przygotowaniu do jazdy, nawet na pobliski parking czy sąsiednią ulicę. 


Czy możemy być jednocześnie efektywni i bezpieczni?
Ruch drogowy  to wyjątkowo ciekawa scena, pełna różnych wydarzeń, które dostarczają wielu informacji o uczestnikach. W sytuacjach niecodziennych i niebezpiecznych potrafi odsłonić nieznane nam jeszcze cechy naszej osobowości. Niestety często mówi nam też, że na co dzień działamy rutynowo, kierując się silnymi przyzwyczajeniami, które potęgują się kiedy jesteśmy zmęczeni, zdenerwowani lub gdy nasza uwaga nasza jest niepełna (np. rozmawiamy przez telefon). 
Coraz częściej przyczyną wypadków drogowych  są właśnie przyzwyczajenia.

Niedawno przeprowadziliśmy analizę wielu wypadków drogowych pod kątem  niebezpieczeństwa, jakie niosą przyzwyczajenia. Doświadczenie uczy, że nic tak nie przemawia do wyobraźni, jak przykłady z życia. Oto jeden z nich. 

Maria jest regionalnym przedstawicielem handlowym. Pracowała wcześniej w terenie, gdzieś na prowincji. Ponieważ doskonale wywiązywała się ze swoich obowiązków, po pewnym czasie dostała awans i przeniesienie do dużego miasta. Jej przygotowanie zawodowe było doskonałe; niestety doświadczenie i znajomość prowadzenia pojazdu w większym mieście znacznie mniejsze. Maria była przyzwyczajona do łatwiejszego i mniej złożonego ruchu drogowego. Ale pełna ambicji i wiary w siebie Maria przystąpiła z zapałem do obowiązków w nowym środowisku. Jednym z jej narzędzi pracy był telefon komórkowy, którego często używała. Przed wypadkiem również rozmawiała z klientem o sprawach służbowych. Jej uwaga była ograniczona ważną rozmową telefoniczną.
Maria dojechała do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem przejazdu. Ciężarówka znajdująca się na tej drodze mignęła światłami, dając znak, że udzieli jej pierwszeństwa. Maria ruszyła z zamiarem przejechania przez skrzyżowanie. Kiedy wjechała na nie, nagle zza ciężarówki, z prędkością 50 km/h wyjechał wcześniej niewidoczny samochód osobowy, który nie zdążywszy wyhamować uderzył w samochód Marii. Auto Marii zostało zepchnięte na pas przeciwnego kierunku ruchu, na którym na szczęście nie było innego pojazdu lub pieszego. 

Popatrzmy teraz na to zdarzenie z punktu widzenia zachowania kierowców pozostałych pojazdów. Kierowca ciężarówki miał prawo do zrezygnowania z pierwszeństwa przejazdu. Jednak, jeżeli byłby kierowcą bezpiecznym, powinien zastanowić się, czy jego decyzja i gest nie zagrażają bezpieczeństwu innych uczestników ruchu. Decyzja o rezygnacji z pierwszeństwa na skrzyżowaniu opierała się o rutynowe zachowanie. Nie ma zakazu, więc można. W pamięci kierowcy ciężarówki były sytuacje, kiedy świadomie rezygnował ze swojego pierwszeństwa przejazdu na rzecz innych kierowców, którzy ostrożnie i czujnie korzystali z tej sytuacji.
Kierowca samochodu osobowego miał dwa złe przyzwyczajenia. Po pierwsze, zakładał, że jeżeli ciężarówka dojechała do skrzyżowania i jest już na przejściu dla pieszych, to nie może być na nim przechodniów i można jechać dalej. Po drugie, uznał, że skoro jedzie po drodze z pierwszeństwem przejazdu, nawet w miejscu niewidocznym nic nie może zagrozić jego jeździe. Obydwa przyzwyczajenia mogą być przyczyną poważnych błędów.  Pierwszy to nierespektowanie przepisu, który mówi, że obowiązuje zakaz omijania pojazdu stojącego przed przejściem dla pieszych.Drugi to niestosowanie się do wymogu szczególnej ostrożności podczas przejeżdżania przez skrzyżowanie – nigdy nie możemy mieć pewności, że mamy zapewniony bezpieczny przejazd i zostanie nam udzielone pierwszeństwo (np. mogą pojawić się pojazdy uprzywilejowane).Maria G. Trafiła na 2 tygodnie do szpitala. Została ukarana  za spowodowanie wypadku.
Zapłaciła wysoki mandat, straciła prawo jazdy na półtora roku. Pozostali uczestnicy zdarzenia nie zostali uznani winnymi. Skutki wypadku można uznać z jednej  strony za niegroźne, ale z drugiej strony wypadek był to wypadek bardzo wysokiego ryzyka, ponieważ mógł skończyć się nawet śmiercią. Nie ulega wątpliwości, że każdy z kierowców mógł zapobiec wypadkowi, gdyby nie ich przyzwyczajenia. 

Wróćmy teraz do pierwszego pytania: Jak możemy być jednocześnie efektywni i bezpieczni?
Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy nie jesteśmy zmęczeni i w pełni możemy koncentrować się na prowadzeniu pojazdu. Właśnie wtedy powinniśmy kształtować w sobie prawidłowe przyzwyczajenia - zachowywanie odpowiednich odległości pomiędzy pojazdami w ruchu i
pobieranie wystarczającej ilość informacji niezbędnych do bezpiecznej jazdy. Pamiętajmy, że przyzwyczajenie to druga natura, więc zadbajmy, by była jak najlepsza.

Największa tajemnica bezpieczeństwa ruchu drogowego
Wielu doświadczonych kierowców przeżyło sytuację, kiedy po przejechaniu kilkuset metrów, a nawet kilku kilometrów  uświadomiło sobie nagle, że nie jest w stanie przypomnieć sobie przebytej drogi. Pochłonięci różnymi myślami nawet jej nie zarejestrowaliśmy. 
Wtedy już jesteśmy pewni, że nabyte doświadczenie i rutyna pozwalają na wręcz bezrefleksyjną jazdę, samochód prowadzi się niemal sam, a my możemy spokojnie rozmawiać przez telefon i załatwiać inne sprawy. Już nie musimy zwracać większej uwagi na kierownicę, obsługę pedałów czy drążek zmiany biegów. Jakby poza uwagą dostrzegamy i interpretujemy też znaki drogowe. Podejmujemy decyzje automatycznie, z przyzwyczajenia. Można powiedzieć, że kierownicę przejmuje nasz „automatyczny pilot”. 

I właśnie wtedy narażeni jesteśmy na największe niebezpieczeństwo. Pozbawiony naszej świadomości „automatyczny pilot” prowadzi pojazd i podejmuje decyzje; od niego zależy życie nasze i innych uczestników ruchu drogowego. Tymczasem  większość wypadków drogowych powstaje w sytuacji, kiedy czujność kierowcy jest zaniżona, a świadomość działa  w „trybie awaryjnym”. 

Jaki jest ten nasz „automatyczny pilot”? Jest dobrym czy złym kierowcą? Prowadzi pojazd bezpiecznie czy ryzykownie?
Przeważnie tego nie wiemy, ponieważ nasza uwaga zajęta jest czymś innym. Telefonujemy, rozmyślamy o różnych sprawach, a „automatyczny pilot” dostaje od nas wolną rękę. Robi co chce, a dokładniej wykona wszystko, do czego go przyzwyczailiśmy. Sposób przeszkolenia pilota automatycznego jest wynikiem naszych wieloletnich doświadczeń z prowadzenia pojazdu.” Automatyczny pilot” prowadzi odruchowo w oparciu o nasze nawyki. Jeżeli zawsze poruszaliśmy się z zachowaniem odpowiedniej odległości pomiędzy pojazdami w ruchu, nasz „automatyczny pilot” nie może zrobić nic innego; jest do takiego zachowania przyuczony. Jeżeli dobrze utrwaliliśmy  sobie znaczenia znaków drogowych, wtedy „automatyczny pilot” zawsze zwróci nam uwagę, że dany znak jest ważny i powinniśmy się do niego dostosować.Jednak  „automatyczny pilot” każdego kierowcy posiada braki i złe przyzwyczajenia, o których sam kierowca nawet nie wie. Niestety są one źródłem poważnych zagrożeń i niebezpieczeństwa, głównie dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia.  Toteż jednym z najważniejszych zadań bezpiecznej jazdy jest odnalezienie, uświadomienie i wyeliminowanie ich. A więc zaczynamy mini program reedukacji naszego indywidualnego „automatycznego pilota”. 
Oto pierwsza z kilku fundamentalnych zasad. 

Bezpieczeństwo w 30 sekund
Zanim wsiądziesz do samochodu, dokonaj krótkiego sprawdzenia pojazdu; przecież od niego jest uzależnione twoje bezpieczeństwo i życie. Kilka kroków wystarczy, aby obejść pojazd i stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Sprawdź, w jakim stanie są opony,
karoseria i czystość szyb. Nawet jeśli wydaje ci się, że jest to proste zadanie,  z czasem przekonasz się, że to wcale nie takie łatwe. Jeśli w ciągu dwóch tygodni, każdego dnia dokonasz takiej  inspekcji, możesz uznać, że proces zmian na lepsze został rozpoczęty. A co najważniejsze, nie dotyczy on ciebie samego, bo dobry przykład dajesz swojej rodzinie, kolegom z pracy i sąsiadom, którzy widząc co można zrobić dla bezpieczeństwa, będą cię naśladować. Możliwe, że nigdy nie znajdziesz żadnego braku w swoim doskonałym samochodzie, ale twój przykład na pewno zaprocentuje w wielu sytuacjach, których dzięki tym prostym czynnościom uda się uniknąć.


Wiosna  groźna dla kierowców. Poziom zagrożeń wzrasta w tym czasie czterokrotnie.
Zwykle pierwsze przejawy nadchodzącej wiosny witane są przez wszystkich zmotoryzowanych z dużym uczuciem ulgi i radością. Cieszy perspektywa rzucenia w kąt znienawidzonych skrobaczek do szyb, wszelkiego rodzaju rozmrażaczy oraz szczotek i łańcuchów. 
Niestety, mam dla ogarniętych optymistycznym i nieco niefrasobliwym nastrojem kierowców zaskakującą informację : wiosna to okres wzmożonej czujności i ostrożności, bowiem jak już wspomniałem, na drogach poważnie wzrasta poziom zagrożeń.Przede wszystkim powinniśmy pamiętać o pojawiających się sezonowych uczestnikach ruchu: motocyklistach i rowerzystach. Jak pokazują statystyki jednych i drugich z roku na rok przybywa. Wśród nich, podobnie jak w przypadku kierowców samochodów, jest duży odsetek nowicjuszy. Kiedy pogoda ulega poprawie i dni stają się coraz bardziej słoneczne, zwiększa się prawdopodobieństwo, że spotkamy na drodze początkującego, niedoświadczonego kierowcę pojazdu jednośladowego. Najczęstszym błędem, który popełniają początkujący kierowcy dwóch kółek  jest głębokie przekonanie, że jeżeli oni widzą inny pojazd na drodze to kierowca tego pojazdu również ich zauważy. Doświadczeni kierowcy wiedzą,  że to błędne założenie, które  może się stać przyczyną tragedii, jeśli nie zachowamy wzmożonej czujności. Tak więc miejmy oczy dookoła głowy, a przede wszystkim zerkajmy w lusterka tak często, jak dorastająca nastolatka.  Kolejnym potencjalnym zagrożeniem pozimowym jest gwałtowny wzrost liczby uczestników ruchu na drogach przeznaczonych dla rowerów. Od jesieni zdążyliśmy już zapomnieć,  że istnieją skrzyżowania z pasem dla jednośladów, na których powinniśmy teraz szczególnie  uważać. Trzeba pamiętać też, że kierowanie rowerem prawnie nie wymaga od pełnoletniego kierującego posiadania specjalnego uprawnienia, co ni mniej ni więcej w praktyce oznacza, że jego  znajomość Prawa o Ruchu Drogowym nie została zweryfikowana.

W przypadku pozostałych kierowców możemy z pewną dozą prawdopodobieństwa założyć, że jeśli my znamy przepisy i pozostali uczestnicy ruchu drogowego również je znają, to możemy czuć się bezpieczniej, natomiast w przypadku rowerzystów zasada mocno ograniczonego zaufania do ich wiedzy w tym zakresie jest jak najbardziej wskazana. 

Trzecim elementem wpływającym na wzrost wiosennych zagrożeń jest rosnąca wprost proporcjonalnie do poprawy pogody liczba pojazdów na naszych drogach. Przybywa wielu nowych kierowców, którzy mają skromne doświadczenie w ruchu. Brakuje im nie tylko wiedzy praktycznej i znajomości środowiska ruchu drogowego, ale i pewności siebie. Poruszają się więc niepewnie, zachowują zbyt małą lub przesadnie dużą odległość pomiędzy pojazdami w ruchu. Takie zachowanie u starego wygi automatycznie wyzwala irytację, a nierzadko nieprzemyślane i nerwowe działanie.  Zanim zaczniemy ich krytykować, obrzucając wszelakimi epitetami, przypomnijmy sobie, że my również byliśmy kiedyś początkującymi  kierowcami bez doświadczenia. Nawet z bagażem  wieloletniego doświadczenia, często czuliśmy się zagubieni w ruchu wielkiego, obcego miasta, a dźwięk klaksonów pewnych siebie tubylców nie wpływał na nas kojąco. Jakże wtedy byliśmy wdzięczni za okazaną nam  jakąkolwiek  pomoc i najmniejszy nawet odruch ludzkiej  życzliwości. Pamiętajmy, że na drodze nie jesteśmy sami, a nasze bezpieczeństwo zależy od wielu  czynników, jednym z nich są inni uczestnicy ruchu, których błędy i niedoskonałości czasami musimy sami naprawiać w imię bezpieczeństwa pozostałych.  

Andrzej Zaremba 
Dyrektor ds. HSSE i szkoleń 
OTP S.A.